

Czytam sobie codziennie pamietniki roznych vitalijek i tak sie zastanawiam co ze mna jest nie tak.
Wiele z Was jest pelnych enregii, chodzi na silownie gdzie spedza 2-3 godziny, szaleje na zakupach, bawi sie z wlasnymi dziecmi, ma czas na wszystko a ja.... nie mam na to ani sily ani czasu! Moze jestem zle zorganizowna ale juz naprawde nie wiem jak lepiej to zrobic. Pracuje od srody do niedzieli, 2 dni ide do pracy na 15 i koncze o 23, 3 kolejne dni wstaje o 6 rano bo do pracy mam na 7. Kiedy wracam z pracy jestem tak zmeczona, ze nie mam juz sily na dodatkowe zajecia w stylu gimnastyka itd. A przciez trzeba ugotowac obiadokolacje, wyprasowac rzeczy ( i nie piszcie mi ze mozna kupic takie, ktorych sie nie prasuje bo moj maz musi miec do pracy codziennie czysta koszule, ja zreszta tez!) W dni wolne od pracy sprzatam mieszkanie, dwa tarasy wrzucam rzeczy do pralki, rozwieszam i zbieram te wysuszone, nareszcie mam czas na chwile wypoczynku i spotkanie z psiapsiolkami na male pogaduchy, ksiazke no i moze na maly sport. ALe to tylko w te dwa dni! A przeciez wiele z Was codziennie pisze "dzisiaj spalilam 1000 kalorii, czy spedzialam 2 godzinki na silowni" Narazie nie mamy dzieci ale jak sie pojawi jakies to dojda dodatkowe obowiazki....
Teraz dodatkowo jestem bardziej zmeczona, za co winie wiosenke ale to tylko jesli chodzi o zmeczenie fizyczne bo obowiazki sa te same bez wzgledu na pore roku.
Dosc tego marudzenia!!!! Prosze Was, pomozcie mi! Wy, ktore macie zlota recepte na dobra organizacje, albo chociaz pocieszcie mnie Wy, ktore tak jak ja jestescie zmeczone i nie macie na nic czasu, nie macie nikogo kto przyjdzie, posprzata, ugotuje i wyprasuje....Wy, ktore zmagacie sie codziennie z domowymi obowiazkami.
Pozdrawiam Was wszystkie cieplutko (bo u mnie za oknem pelna wiosna)
Moja waga sie nie zmienila, to znaczy przechylila sie w strone dodatkowych kilogramow podczas mojego pobytu w Polsce. Ale to niewazne bo teraz znow zabieram sie szybciutko za siebie, a nastepny pobyt w Polsce planowany jest dopiero na sierpniowy urlop wiec mam czas na to zeby schudnac! Naobzeralam sie okropnie podczas tego mojego wyjazdu, dwa razy byly pierogi ruskie i to nie jakies tam dwa pierozki tylko tak po 10 sztuk na raz!!! Byla shoarma w sfinksie i piwko korzenne, bylo ciasto (duzo ciasta), byl grzaniec, rozne piwka i winko. Ogolnie sporo jedzenia i pustych, alkoholowych kalorii. W pewnym momencie waga pokazala nawet 64,4! ale nie rozpaczalam nad tym bo wiem, ze w moim przypadku podroze, przemieszczanie sie z miejsca na miejsce powoduja jakies takie puste kilogramy, ktore znikaja zaraz po dwoch dniach powrotu na stare smieci i unormowaniu sie mojego organizmu. Opuscilam zeszloczwartkowe wazenie i dopiero dzisiaj wpisalam aktualna wage. Od razu pojawil sie napis, ze nie osignelam zamierzonego celu i musza przygotowac mi nowa dietke:-)
Tyle o diecie.... po przylocie do Rzymu czekalo na mnie 7 stopni na plusie, a jak wyjezdzalam rano z Lodzi to bylo -5 wiec bylo jakies 12 stopni roznicy w temperaturze! Wydawalo mi sie, ze panuje jakis straszny upal, a Wlosi poubierani byli w kozuchy, futra i kurtki puchowe;-) Roznica byla tez w widokach, poczulam sie dziwnie bo nagle zniknela cala biel, ktora otaczala mnie w Polsce, zero sniegu, a dookola zielona trawka, a na drzewach juz nawet paczki! Istna sielanka! Normalnie bym tego nie zauwazyla bo jak sie tu mieszka i nie oglada sie takiej prawdziwej zimy to czlowiek nie zdaje sobie sprawy, ze juz w lutym przyroda budzi sie tu do zycia:-)
i cotygodniowe wazenie. Moja pokazala dzis rano 63, czyli o 0,7 mniej. Jest dobrze! Nie chce szybko chudnac bo wtedy latwiej jest to tez odrobic. Siedze sobie wlasnie w pracy i czekam.... na gosci, ktorzy narazie nie przyjezdzaja, na jakis telefon z rezerwacja, albo chociaz na maila z zapytaniem o wolny pokoj, ale najbardziej to chyba czekam na niedziele bo wtedy zaczyna sie moj urlop i wsykok za kolo polarne czyli do Polski. Nie lecielam nigdy w taka prawdziwie zimowa pogode i troche sie boje... ale przeciez nie do takich miejsc lataja samoloty!
W Polsce bede 9 dni! Na pewno nie bedzie to dietetyczny wyjazd juz bowiem umowilam sie na pierogi, na jedzonko ze Sphinxa, na czekolade i na piwo i sama nie wiem jeszcze na co :-)
Minely moje dwa dni wolne;-( Dzisiaj powrot do pracy. Przez te dni nie pisalam bo mialam troche zaleglosci w pracach domowych. Poza tym jak to ze mna bywa robie wszystko na ostatnia chwile i musialam przygotowac plyty ze zdjeciami zeby je wywolac podczas mojeo pobytu w Polsce. Chwalilam sie juz Wam, ze 31 lece do Polski. Zostawiam moja lekka, wloska zime na rzecz polskiej sniezycy :-) Mam tydzien urlopu wiec jade sobie na chwilke. Wczoraj bylam na zakupach, szukalam butow dla mnie na ten wyjazd bo w moich wloskich kozaczkach na cienkiej podeszwie to raczej nie ma co ;-) Kupilam skorzane traperki, bede mogla wykorzystac je jeszcze na inne okazje bo nie sa ocieplane w srodku. Zaloze wiec sobie gruba, welniana skarpete i mam nadzieje, ze nie stane sie sopelkiem:-)
Dietowo, prawie ok. To znaczy nie bardzo udalo mi sie sledzic to co zaproponowala mi vitalia ale kalorycznie chyba mi sie udalo. No moze tylko wczoraj zaszalalam z jednym extra ciastkiem kiedy bylam we Florencji na zakupach ale to zamiast obiadku, na ktory nie mialam czasu...
Ciekawa jestem ile z Was pracuje w niedziele? Ja jestem jedna z nich, przyczym ja pracuje w kazda sobote i niedziele, a moje dni wolne to poniedzialek i wtorek. Odkad tylko pamietam zawsze nienawidzialam poniedzialku a teraz jest to moj ulubiony dzien! Niecierpie zas srody
Siedze wiec sobie w pracy i czekam az klienci sie pobudza i zejda tu do mnie na recepcje zeby wymeldowac sie i sobie pojechac ale poniewaz jest niedziela to ludzie nie budza sie tak wczesnie (oprocz grupy Koreanczykow, ktora wyjechala juz jakas godzine temu)
Wczoraj prawie przez caly dzien bylo dietkowo ale wieczorem poszlismy z mezem na pizze. Zalozylismy sobie zaraz na poczatku odchudzania, ze raz w tygodniu zachowamy nasz restauracyjny wieczor oczywiscie bez obzarstwa jakie uprawialismy kiedys. Poniewaz nie chcialam odbiegac zbytnio od ustalen dietowych to zjadlam sobie marinare (dla tych co nie wiedza to tylko ciasto i sos pomidorowy z czosnkiem i oregano bez sera) Po pizzy do domku, lozeczko (bo dzis trzeba bylo wstac o 6!) i telewizja.
A dzisiaj.... rano okazalo sie ze sa -3°! Wiem, wiem, ze w Polsce jest -15 ale ja mieszkam na poludniu Europy, w Toskanii gdzie normalnie nie spotyka sie takich temperatur! Dobrze, ze w niedziele chlop zawozi mnie do pracy bo autobusu nie ma przed 7. Dzien zapowiada sie sloneczny ale mrozny. Lubie niedziele bo w pracy panuje taki relaks rozleniwiajacy. Nie ma dyrekcji, goscie sa spokojniejsi no i perspektywa, ze od 15 jestem juz wolna az do srody do 15 jest obiecujaca
Zycze Wam kochaniutke cudownej niedzieli, tym ktore pracuja tak jak ja podwojnie!
Wrocilam dzis do pracy, problem zoladkowy skonczyl sie wiec nie bylo sensu przedluzac zwolnienia. Musze przyznac, ze nie bylo lekko. Pracy bylo kupe i musialam sie mocno nagimnastykowac zeby znalezc chwilke na zjedzenie drugiego sniadania i lunchu. Ale wyszlo niezle. Chodzi przeciez o regularne jedzenie. Uprzedzilam tez kolezanke z pracy zeby nie szykowala mi juz z rana swiezych, cieplych rogalikow z czekolada i cappuccino:-)
Mialo byc wazenie w czwartek to sie zwazylam chociaz po pierwszym dniu diety raczej niczego sie nie spodziewalam, widac jednak, ze historie zoladkowe zrobily swoje i zmiana jest :-)
Zycze Wam kochane milego dzionka z dietka w tle:-)
Mam juz go prawie za soba. Byly takie chwile kiedy z przyzwyczajenia chcialam siegnac po niezdrowa przekaske. Przed kolacja mialam zamiar juz przygotowac jakis alkoholowy apeitif dla nas kiedy przypomnialam sobie, ze dieta tego nie przewiduje ;(
Jutro kolejny dzien, na szczescie juz mi troche lepiej jesli chodzi o sprawy zoladkowe bo za chwile nie bede mogla patzrec na ryz.